środa, 6 lipca 2016

„Malarz nadziei” - Lewis DeSoto

Informacje o książce:
źródło
TYTUŁ: Malarz nadziei
AUTOR: Lewis DeSoto
TŁUMACZENIE: Dominika Lewandowska
WYDAWNICTWO: Świat Książki
ILOŚĆ STRON: 303




Postanowiłem zostać malarzem. Mimo że właściwie nie wiedziałem, jak wygląda życie malarza ani jak tego dokonać, wiedziałem jedno. Chciałem być kimś, kto tworzy własne światy.



„Malarz nadziei” to jedna z tych książek, na którą zwróciłam uwagę dzięki okładce. Jest taka prosta, delikatna i statyczna. Zupełnie jak jej treść.

Leo bardzo przeżywa śmierć żony i syna. Wini siebie za to nieszczęście, a duchy przeszłości nie pozwalają mu zrobić kroku w przód. Utrata bliskich spowodowała też jego kryzys malarski. Leo wyjeżdża na niewielką wyspę, nie mając pojęcia, że to miejsce stanie się dla niego czymś wyjątkowym. I gdy pierwszego dnia zauważa tam małego chłopca, jest przekonany, że to jego syn. Jego serce rozpoczyna wtedy walkę z rozumem.

Dla wielu osób ucieczką od cierpienia jest sztuka. Pozwala im ona wyrazić siebie, przekazać emocje, ból i żal. Jednak z przypadku Lea jest zupełnie odwrotnie — to strata ukochanych osób odrywa go od malarstwa. Może nazwanie go bohaterem tragicznym byłoby przesadą, ale DeSoto wyraźnie próbował kogoś takiego wykreować. Ta wielka tragedia nie była jedynym przykrym wydarzeniem w życiu Lea. W jaki sposób uda mu się — człowiekowi skrzywdzonemu przez los, który utracił już wszelką nadzieję, stać się tytułowym malarzem nadziei?

Wspomniałam na początku, że jest to prosta powieść. Jest prosta, ale nie jest łatwa. Może to dlatego, że cierpienie też nie jest łatwe? Historię Lea poznajemy dzięki pierwszoosobowej narracji, pełnej nie tylko aktualnych przemyśleń, ale również mnóstwa retrospekcji. Wiemy, co wydarzyło się w życiu głównego bohatera, ale nie znamy przeszłości pozostałych osób. Tajemniczy chłopiec, ojciec Caron i piękna klarnecistka to osoby, które także wiele przeszły. Ich losy tak różne od siebie nagle się łączą, lecz obnażenie prawdy o sobie samym przed innymi wymaga wielkiej odwagi.

Pomysł na historię bardzo mi się spodobał. Szukanie drogi, która pozwoli uwolnić się od cierpienia jest naprawdę ciekawym tematem. Trudnym, ale czytając powieść, czułam ogromny spokój. Nie było tu żadnej skomplikowanej fabuły, akcja toczyła się powoli swoim torem.

Przeczytanie całości zajęło mi tydzień. W międzyczasie przeczytałam inną, lekką powieść. Jednak nie byłam w stanie przeczytać tej książki ciągiem. Jej zdecydowaną wadą jest fakt, że bywa nużąca. Przyłapałam się kilkukrotnie na tym, że nie wiem, o czym czytam. Patrząc teraz na całość to i tak czytało się przyjemnie, aczkolwiek było trochę francuskich nazw — głównie ulic, placów, ale nie tylko. W gimnazjum i liceum miałam francuski, więc większość słów rozumiałam, ale przypuszczam, że osoby nieznające tego języka mogłyby mieć z tym problem. Niemniej jednak francuskie słownictwo nie pojawiało się jakoś bardzo często, a i kontekst pozwalał domyślić się znaczenia.
Mnie było trudno dostrzec piękno tej historii. W trakcie czytania chyba nie zdawałam sobie sprawy, o czym czytam. Brakowało mi dynamizmu. Dopiero po skończeniu, zanim siadłam do pisania recenzji, zastanowiłam się nad treścią, którą pochłonęłam. To niezwykle prosta historia, która porusza temat radzenia sobie z różnymi powodami cierpienia. Mówi o tym, że czasem potrzebujemy kogoś, kto nam z tym pomoże, bo sami jesteśmy zbyt pogubieni. I że czas jest bardzo ważny.

Każdy z nas ma zupełnie inną historię, tak samo, jak bohaterowie „Malarza nadziei”. Jednak każdy z nas musi żyć nadal, bez względu na to, co zostawiamy za sobą, bez względu na to, jak trudno jest zapomnieć i wybaczyć — zwłaszcza sobie.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to łatwa książka, więc nie jest dla każdego. Nie wiem nawet, czy ja wycisnęłam z niej to, czym napełnił ją autor. Pewnie nie. Ale była to wartościowa lektura, cieszę się, że przetrwałam te nużące fragmenty, chociaż kilkukrotnie chciałam ją odłożyć. Na szczęście tego nie zrobiłam. Jest to warta uwagi pozycja, która pozwoli Wam spojrzeć na świat oczami cierpiącego malarza.

8 komentarzy :

  1. Uwielbiam książki w których poruszany jest wątek artystyczny/malarski. Myślę, że po nią sięgnę :)
    Pozdrawiam
    ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresowałaś mnie trochę tą książką. Chyba się skuszę :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszam do nas :)
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie czegoś takiego szukam. Mam obecnie wakacje i zwykle na początku czytam lekkie i przyjemne książki, by odpocząć, ale teraz zaczynają mnie nużyć, dlatego chciałabym przeczytać coś poważniejszego i myślę, że ta historia przypadnie mi do gustu :)
    Pozdrawiam ;)
    http://lustrzananadzieja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapamiętam sobie ten tytuł. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. WoW ta recenzja jak i sama książka zabrała mi kawałek serca <3

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com Odpowiadam na każdą obserwacje i propozycje wejść w linki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno będę chciała spojrzeć na tę książkę. Mam nadzieję, że rzeczywiście okaże się być niezwykle wartościową lekturą oraz że nie nadejdzie dużo nużących w niej momentów ☺

    Pozdrawiam
    http://zapachstron.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałem dotąd o tej książce. Jej treść, którą przedstawiłaś, jakoś do mnie nie przemawia.

    http://subiektywniekrystix.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaa, chyba nie przeczytam, za bardzo będę zazdrościć bohaterowi tej wrażliwości sztuki, którą sama bardzo chciałabym mieć :/ Poza tym wydaje mi się, że to powieść podobna do "Oddam ci słońce", a mnie ta pozycja jakoś szczególnie nie zachwyciła :)
    Pozdrawiam (i zapraszam, oddaję wszystkie szczere komentarze ^^)
    Czytam, piszę, recenzuję, polecam

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. To motywuje do dalszej pracy :)
Możesz zostawić link do siebie, na pewno w wolnej chwili wpadnę!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka